Po dodaniu „lubię to” na moim blogu parę miesięcy temu, dziś zrobiłem następny krok. Gdy pierwotnie Lubie to odnosiło się do lubienia konkretnej podstrony, to teraz zmieniłem na lubienie całej witryny. Dzięki temu mam lubiących już od razu po dodaniu strony, a tak świeciło to zerowymi kliknięciami. Gdzie już były kliknięcia to dodałem dopisek, ze dotyczy to tej podstrony. I teraz ciekawostka, niektóre podstrony miały więcej lubiących niż cały blog. Te podstrony lubiane w żaden sposób nie pokrywają się z ilością odwiedzających, to wcale nie są te najczęściej odwiedzane.
Czy to znak czeski czy słowacki?
Tym razem znalazłem liczne moje zdjęcia na blogu pisanym po słowacku. I żeby było śmieszniej to znaki są opisana w tym blogu jako słowackie, choć jako żywo sfotografowałem je w Czechach i w mym fotoblogu są podpisane gdzie zostały zrobione.
grabowski.blog.sme.sk/c/106374/Dopravne-znacky-a-slivovica.html
Przeważnie to używane są moje obrazki, a tu nawet wziety jest tekst i tak, dowiedziałem się że to co napisałem po polsku:
„Uwielbiam czeskie znaki drogowe, kazda dziewczynka ma inna kokardke, kazdy pan inny kapelusz”, po słowacku będzie: „Na Slovensku je … ziadne nuda piktorgamy, kazdy clovicek ma na hlave jinny klobuk, kazde devcatko ma vynimocnu stuzku, parada.”
Oj parad!
Napisałem do autora blogu. Prosiłem o podanie autora i źródła pochodzenia obrazków. Gość skasował wszystko w 5 minut po wysłaniu maila, wbrew zachętom do dalszego używania moich zdjęć. ACTA wytworzyły jakąś fobię.
Kolejny wpis o „pożyczaniu” na stronie pulowerek.pl/2011/12/bibliotekarka-i-jej-anielskie-sprawki/ umieszczono moje projekty graficzne do płyty. Można było sobie zeskanować płytę, ale jak widać ten krążek nie jest zeskanowany, a narysowany. Niestety nie podpisano autora, nie wskazano źródła pochodzenia.
Pinterest to serwis jeden z tych największych na świecie, najczęściej odwiedzanych. Ktoś umieścił na nim moje zdjęcie. I dopiero teraz sam go doceniłem, aż zdziwienie – to moje?!?
pinterest.com/pin/18647785926974720
Na stronie ze wspomnieniami z podróży umieściłem fragment starej encyklopedii o Lwowie, o mieście Lwów i jego historii Umieściłem o podróżach, bo tam mi to najbardziej pasowało, ale nie eksponowałem tej strony, nie umieściłem jej w menu, a jedynie w stopce jest link wśród licznych innych. A jednak to wystarczy by strona przyciągała odwiedzających i pobiła popularnością wiele innych podstron. Jest to efekt dobrego wstrzelenia się w potrzeby internautów. Warto być czułym na takie tematy, bo to przyciąga internautów skuteczniej niż sztuczki SEO.
A przy okazji do działu „pożyczki” www.malopolscypatrioci.pl/strona/historia/wydarzenia/125-21-listopada-1918-wyzwolenie-lwowa.html – tu skopiowany tekst z mojej strony. I.. róbcie pomyłki. W moim tekście było kilka literówek i te zostały skopiowane bez poprawy. Stąd mam pewność, że to moja strona jest źródłem tekstu (a u siebie poprawiłem)
I oczywiście zapraszam o Lwowie przedwojennym, opis miasta i zarys historii Lwowa. http://travel.tworze.com/lwow.php
Pod adresem: zdjecia.nurka.pl/url/blog.tworze.com-photoblog-sztuka-ulicy-19.jpg.html
znalazłem moje zdjęcie (kliknijcie na obrazek, a zobaczycie oryginał) różnica między nimi istotna… na oryginale nie ma podpisu, a tu jest, a nie jest to podpis autora. Choć dalej jest podane adres mojej strony, oraz o dziwo, zapewnienie że szanują prawa autorskie. A jakież to prawo pozwala podpisywać nie swoje?!?!
Strona w blogu z tym zdjęciem http://tworze.com/blog/0708.shtml
I żeby nie było na ponuro, to cieszę się gdy odnajdę moje prace z podaniem źródła
ekologia.mrat.pl/attachments/article/10/woda_grupa_1_pr_1.pdf
Cieszę się, że moje prace fotograficzne żyją, że służą w rozpowszechnianiu dobrych idei, a będący jak się domyślam pracą uczniowską. A tu chodzi o ten obrazek:

Obejrzałem moje strony używając „przepływ użytkowników” z Google analytic. Narzędzie to w sposób wizualny pozwala zobaczyć jak wchodzą ludzie na nasza stronę, w jakich ilościach przechodzą do następnych stron i jakich. Poraża szeroki strumień wchodzących i nikły strumyczek przechodzący do następnych stron. Te dane już były dostępne, ale pokazane graficznie są jak uderzenie młotkiem… i dobrze bo uświadamiają, że coś ze strona trzeba zrobić, by zachęcić do jej oglądania i dalszego przeglądania jej zawartości. Wydawało mi się, że najważniejsze to przyciągnąć widza-internautę, ale zadbanie o tych co już weszli może jest jeszcze ważniejsze.
Na obrazku jak zachowują się ludzie na travel.tworze.com A przy okazji rozczarowanie, że nikt nie chce czytać mej ostatniej opowieści o Rzymie stolicy Włoch jedyne wejścia to znajomych poprzez linki z e-maili. A przecież chciałbym by własnie to wszyscy czytali, o Rzymie który mi teraz najbliższy i z którego mam świerze wrażenia.
eclectix.nl oferuje ubranko z moim rysunkiem. Nie jest to mój projekt, choć mój rysunek uwieszony na stronie z bezpłatnymi rysunkami wektorowymi, nie jest to więc żadna kradzież. Ot ktoś był pierwszy i próbuje skorzystać z tego co ja przegapiłem (ale to może pomysł) http://www.eclectix.nl/index.php/teddy-beer-romper-668.html
Moje projekty z moimi rysunkami

Problem z dodawaniem obrazków do wordpressa
/home/users/wies/public_html/tworze/strony-www/wp-content/uploads
jest fatalnym katalogiem, wies- to domena z dawno przebrzmiałej pieśni. Zaktualizowałem tą ścieżkę dostępu..i zadziałało, uff

demotywatory.pl/3547525/Ksiadz-na-religii–dlugie-wlosy-u-mezczyzny-to-hanba Po raz kolejny coś „pożyczono” do serwisu Demotywatory. przeważnie pożyczają pocztówki, tym razem rysunek z księdzem pochodzący z mego fotoblogu.
Na początku internetu wymyślono pojęcie „surfowanie w internecie”. Miało to być skakanie ze strony na stronę, jak z fali na falę. Gdy w mych statystykach stron porównuję ilość wejść z innych stron w ubiegłych latach do obecnych, to ilość ta spada (z 30% 2 lata temu do 20% obecny rok). Coraz mniej surfowania, a coraz więcej korzystania z konkretnych stron. Widzę to i po moim sposobie korzystania z sieci, kiedyś lubiłem grzebać po małych prywatnych stronach i odkrywać tam ludzi z ich pasjami, obecnie poszukuję konkretnych informacji. Tu zmianę przyniosły portale społecznościowe, wprawdzie dają tam możliwość umieszczania linków i promowania małych prywatnych stron, ale przy łatwości korzystania z portali coraz mniej ludzi chce ponosić trud umieszczania osobnych stron ze swymi treściami.
Ostatnio na mych stronach dodałem wspomnienia z podróży Rzym










